Na rynku mamy ogrom pisarzy. Można wybierać i brzydko mówiąc, przepraszam, przebierać nieustannie. Niektórzy próbują zaistnieć ale bez wielkich sukcesów, drudzy wychodzą naprzeciw czytelnika i zachwycają go tylko jedną książką, bo kolejne są tylko gorsze a spadek formy mówi tylko jedno: teraz to już ciężko będzie przeskoczyć wysoko postawioną poprzeczkę. Są też tacy, którzy przychodzą i … zostają, zachwycają co chwila na nowo, przede wszystkim prostotą i spokojnym podejściem do fabuły. Do tej ostatniej grupy zalicza się Krystyna Mirek, która ma na swoim koncie dwadzieścia jeden powieści a z nich wszystkich naprawdę niezmiernie ciężko jest wybrać tę jedną jedyną. „Szczęście za horyzontem” to świeżynka, która już podbija serca czytelniczek. Justyna i Jan żyją w dwóch różnych światach. Być może łączy ich tylko to, że co dzień patrzą w to samo niebo, wyciągają twarz do tego samego słońca. Chociaż wątpię, nie mają na to czasu. Justyna wiedzie ustabilizowane, wygodne pełne przyjemn...