Tom czwarty serii „Sandomierskie wzgórza”.
Kiedy w ubiegłym roku poznałam wszystkie części sagi Krynickiej, pomyślałam, że już nigdy nic tak dobrego nie przeczytam. Teraz, będąc już praktycznie na końcu „Sandomierskich wzgórz”, myślę tak samo. Te książki są tak bardzo dobre, że jeśli nie czytaliście, nie macie możliwości sobie tego wyobrazić. Tak wciągająca historia, spisana lekko i bardzo, naprawdę bardzo plastycznie, że nic tylko się podczas lektury rozpłynąć.
Jak na pewno wszyscy się domyślają, poznajemy tutaj dalsze losy bohaterów i rzeczywiście kobiet niezłomnego ducha. Weronika Skoczylas jest już u kresu wytrzymałości. Ile można usługiwać bliskim bez słowa wdzięczności, albo choć gestu wdzięczności. Kolejne dziecko w drodze również spraw nie ułatwia. W najbardziej krytycznym momencie życia kobiety pojawia się Alina, która wskazuje drogę. Pokazuje, że jest szansa i Weronika zbiera w sobie wszystkie pokłady odwagi. A w tamtych czasach to nie lada wyczyn. Do Marcjanny los chciałby się uśmiechnąć, czy kobieta to przyjmie? Z kolei Michał coraz częściej zagląda do kieliszka co powoduje kłótnie w domu wskutek których mężczyzna nie ma ochoty do niego wracać. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno uganiał się za swoją żoną...
To tylko garstka z tego, co znajdziemy w „Kobietach niezłomnego ducha”. Tom czwarty, zero znużenia tekstem, wszystko na wysokim poziomie. Piękna, wartościowa seria. Bardzo, bardzo polecam.

Komentarze
Prześlij komentarz