Moyes to jedna z tych autorek, po których książki mogę sięgać w ciemno. Już to wiem. Po rewelacyjnej serii o Lou przyszedł czas na kolejną jej powieść. Padło na „Srebrną zatokę”. Przez chwilę pomyślałam, że ta powieść powinna mieć swoją premierę w letnim czasie później doszłam jednak do wniosku, iż styczeń też jest dobrą porą gdyż możemy za sprawą tej lektury oderwać się od śnieżnej aury panującej za oknem i zawitać tam, gdzie słońce grzeje niemal bez ustanku, morskie fale rozbijają się o brzeg, na tle nieba beztrosko szusują mewy a gdzieś z głębi wód rozlega się uroczy delfini krzyk. Srebrna Zatoka to miejsce usytuowane w Australii. Bardzo malownicze i urokliwe. Ciche i spokojne. Życie tam płynie swoim torem za nic mając pośpiech obecny w dusznym, pełnym betonu mieście. Aktualnie kurort ma już za sobą lata świetności. Niegdyś zyskał sławę za sprawą córki właściciela, która po śmierci rodziców objęła pieczę nad tym miejscem. Jest tutaj szczęśliwa. Nie jest sama, zawsze może...