Co tu dużo mówić, przeczytałam pierwszą świąteczną historię w tym sezonie. Stwierdziłam, że zawsze w listopadzie i grudniu mam chęć na nowość Bożonarodzeniową, więc teraz będzie idealna chwila, by sięgnąć po coś starszego. Wypadło dość spontanicznie na „Przerwę świąteczną” i co to była za opowieść! Ani przez myśl mi nie przeszło, że to będzie takie dobre i oryginalne!
Samotna mama (Milena) i jej syn (Leon) oraz samotny ojciec (Filip) i jego syn (Adrian). Zostają zamknięci w szkole. Oczywiście zupełnie nieoczekiwanie. Nie mają możliwości wyjścia ani wezwania pomocy. Początkowo mocno zdezorientowani i nie tylko... postanawiają jakoś przetrwać. Organizują sobie czas najlepiej jak tylko potrafią... a przy tym wychodzą naprawdę ważne kwestie nigdy nie poruszane. Może jeszcze podziękują za tak drastyczną zmianę planów?
Na Piotrka nagle spada zastępstwo za chorego tatę. Chłopak chciałby bez przeszkadzajek móc zagłębić się w literacki świat, ale wszystko wskazuje na to, że jest dla niego przewidziany inny plan. Kiedy Piotrek zyskuje szansę na bliższy kontakt z Julką, jego „bunt” redukuje się do zera. Nagle świat nabiera barw.
Nie potrzebowałam wiele, by całkowicie wciągnąć się w fabułę. Była to ciepła, sympatyczna i, jak już wspominałam, oryginalna książka. Nigdy wcześniej takiej nie napotkałam. Jeśli jeszcze nie macie domkniętej świątecznej listy lektur, bardzo polecam dopisanie tej! Nie będziecie żałować czasu spędzonego w towarzystwie tych bohaterów.

Komentarze
Prześlij komentarz