Tę książkę skończyłam czytać tuż przed wyjazdem na wakacje, więc siłą rzeczy recenzja musiała poczekać. Ogólnie rzecz ujmując w ogóle nie spodziewałam się, że „Róża” aż tak mocno przypadnie mi do gustu. Raczej podejrzewałam, iż będzie to kolejna słodko – gorzka historia, którą po prostu przeczytam. Nic bardziej mylnego, chociaż, muszę uczciwie przyznać, długo czekałam na zachwyt.
Opowieść jest prowadzona dwutorowo.
W roku 1943 Tadeusz trafia na przymusowe roboty do niemieckiej szkółki róż. Nie chce, ale musi wykonywać swoje obowiązki. Tam na jego drodze staje dziewczyna, Alma Rose. Początek ich znajomości jest chłodny i zdystansowany, ale widać, że im częściej się spotykają, negatywne emocje wobec siebie zdają się rozmywać. Aż zanikają całkowicie ustępując miejsca czemuś zupełnie innemu.
W latach współczesnych wydaje się, że Tadeusz jest u boku żony naprawdę szczęśliwy. Na pewno jest wobec niej bardzo troskliwy i kochający. Wszystko to jednak staje się przeszłością, gdy małżonka u schyłku swojego życia decyduje się wyjawić mu prawdę. Czy mężczyzna wybaczy kobiecie, z którą spędził tyle lat?
Wartościowa i bardzo emocjonująca. Taka właśnie jest „Róża”. Wywołuje ogromne wzruszenia. Jestem wdzięczna autorce, że poprowadziła powieść właśnie tak. Mam nadzieję, iż niniejsza historia zostanie we mnie na dłużej.
PS. Jeżeli zdecydujecie się na lekturę i przyjdzie Wam czytać bez fajerwerków, absolutnie się tym nie zrażajcie. Proszę, doczytajcie do końca.
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Filia.

Komentarze
Prześlij komentarz