Gdy otrzymałam przesyłkę od Wydawnictwa Filia, uśmiechnęłam się. Najpierw zobaczyłam różową kopertę, a później tę śliczną okładkę. I nie jest to ani trochę naciągane. Ma coś w sobie, przyznajcie. Nie namyślając się długo zaczęłam czytać i przepadłam.
Odnalazłam w niej poniekąd swoją historię, choć, jednocześnie, tak wiele różni mnie od Doroty, która wskutek wypadku porusza się na wózku inwalidzkim. Nie może tego zaakceptować. Odtrąca bardziej lub mniej świadomie swojego męża Aleksa, który naprawdę chce jej pomagać. Ale kobieta pogrążona w czarnych myślach... wiadomo w jaki sposób reaguje. Aleks z kolei, przeciążony pracą i stresem, sam trafia do szpitala. Poznaje tam pozytywnie nastawioną do życia Marię i początkowo zbuntowaną przeciwko losowi, Laurę. Z czasem jego relacja z tą ostatnią zaczyna nabierać... rumieńców.
Poznajemy też Arletę i Michała. Michał jest neurochirurgiem, świetnym fachowcem. Za to na płaszczyźnie prywatnej zagubiony i samotny. Arleta przychodzi do niego z bólem kręgosłupa, ale nie chce przyjąć do wiadomości, że w jej przypadku operacja może być już koniecznością. Jednak z czasem wiele zaczyna się zmieniać. Czy na lepsze?
W niniejszej historii autorka prezentuje nam wielu bohaterów. Spodziewajcie się, że czytając poznacie nie tylko tych, o których wspomniałam wyżej. Na ponad trzystu stronach przeżywają oni mnóstwo życiowych rozterek. Nie wiedzą, szukają, błądzą, próbują. Tak jak my, prawda? Jest też wiele mądrych słów o miłości. Czym jest, czym może być...
Mnie osobiście najmocniej uderzył wątek Doroty, gdyż po raz kolejny uzmysłowił mi jak wielką szczęściarą jestem. Bardzo zgadzam się również z słowami Pani Gabrieli o niepełnosprawności:
„... Pragnęła, by świat zrozumiał, że niepełnosprawność nie definiuje człowieka...”
Też bym sobie tego życzyła.
Myślę, że „Nie obiecuj mi jutra” jest kolejną „przypominajką” prostych życiowych prawd, o których zbyt łatwo zapominamy dając ponieść się emocjom i uczuciom.

Komentarze
Prześlij komentarz