Wydawnictwu Znak Literanova bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki.
W ubiegłym roku miałam przyjemność czytać pierwszą książkę autorki „Cały ten błękit”. Wtedy uważałam, że jest świetna i będzie moim numerem jeden. Teraz jestem pewna, iż muszę zmienić zdanie. To „Co przyniesie jutro” wskakuje na pierwsze miejsce. Nie spodziewałam się co dostanę w tej lekturze. Była to wspaniała niespodzianka, o której nie chcę zapomnieć. Historia, na pierwszy rzut oka, smutna. Bo żałoba, bo strata. Ale jest to TAK poprowadzone, że smutek odchodzi na dalsze plany, by ustąpić miejsca czemuś innemu. „Co przyniesie jutro?” kąpie się w zieleni i kwiatach. Jak mi się to podobało! Nie wyobrazicie sobie tego, dopóki nie przeczytacie. Powiedzmy jeszcze słowo o samej fabule, choć już co nieco wiemy.
Poznajcie Amandę, kobietę, która osiada gdzieś na „końcu świata”. Myślę, że śmiało można tak to ująć. Bardzo powoli zdaje się wychodzić na prostą po stracie męża i córki. To, co bardzo mi się podoba to fakt, że jest tak bardzo blisko z rodziną Benjamina i nikt nie usiłuje wyciągać ją do życia. Jedyne co robią, to są. To bardzo dużo. Kobieta zaprzyjaźnia się też z córką byłych właścicieli jej domu, Julie. Z tej relacji wychodzi, coś, co może trwale zmienić życie Amandy. Czy rzeczywiście tak się stanie? I tak właśnie wygląda jej życie teraz. To troska o siebie i o ogród. Obcowanie z przyrodą. Tam znajduje wytchnienie.
To historia pełna spokoju i harmonii. Pachnąca kwiatami i nadzieją.
Jedna z najlepszych jakie czytałam w tym roku.
Kompletnie się tego po niej nie spodziewałam.
Takie niespodzianki są cudowne.
Poproszę częściej!

Komentarze
Prześlij komentarz