Tekst powstaje we współpracy z wydawnictwem Znak.
Kiedy tylko zaczną Państwo czytać tę powieść, wyczują, że coś wisi w powietrzu. Z każdą stroną atmosfera robi się cięższa, a pytań wciąż przybywa. Odpowiedzi, póki co, brak. Muszą Państwo uzbroić się w cierpliwość. Sądzę, że warto. Tak to właśnie wyglądało. Czytałam i zachodziłam w głowę. O co chodzi. Co oni ukrywają? Bo to że ukrywają – to pewne.
Obserwujemy z pozoru zwyczajny grill. Zwyczajne spotkanie w gronie znajomych. Oprócz tego autorka wprowadza nas w życie bohaterów. Poznajemy wiolonczelistkę Clementine i jej przyjaciółkę od czasów dzieciństwa – Erikę, a także ich bliskich.
Kobiety łączy wyjątkowa więź, ale też wiele przed sobą zatajają. Czy to wyjdzie na jaw?
Życie trzech rodzin, które spotykają się pewnego niedzielnego popołudnia, bez wątpienia nadal biegłoby swoim tempem. Niestety tak się nie dzieje. Zostają postawieni przed koniecznością budowania codzienności na nowo.
Ponad 500 stron. Do pewnego momentu czytałam z wielkim zaangażowaniem. Czułam się zaintrygowana tak dobrze przedstawionymi bohaterami, którzy, mam wrażenie, są niesamowicie „nasi”. Nie odrealnieni. Nie cukierkowi. Dzieje się tutaj wiele, ale w głowach postaci i między nimi. Sama akcja spokojna, choć nie brakowało mi zaskoczenia. „Moja wina, twoja wina” to moim zdaniem thriller psychologiczny. Tak czuję, że to dobre określenie. Wiadomo, nie jest przerażający, można śmiało czytać wieczorami, ale muszę przyznać, wywołuje ciarki.
To było dobre.
Polecam.

Komentarze
Prześlij komentarz