Tom jedenasty. Póki co ostatni.
Seria o Fjablance dobiegła końca. Zaczynałam ją z wieloma nadziejami. Wszystkie zostały spełnione. Bardzo chciałam, żeby te historie okazały się wciągające, z zagmatwanymi zagadkami a nie krwią na każdej stronie. Uważam, że autorka stanęła na wysokości postawionego przez siebie zadania. Chociaż podczas lektury zdarzały mi się chwile kryzysu, że nużące, że to już było, były to rzeczywiście tylko chwile. Zostawałam z nich wyciągana i wciągana w intrygujące losy bohaterów.
Może jeszcze kiedyś wrócimy do Szwecji? Jak sądzicie? Jest szansa?
„Kukułcze jajo” skrywa w sobie dwa morderstwa, słynnego pisarza i jego synów a także znanego fotografa. Jak zawsze do akcji wkraczają policjanci, na czele z Patrikiem, aby uchwycić sprawcę/ów? i poznać wszystkie motywy. W tym samym momencie Erika szpera w przeszłości i wszystko wskazuje na to, że sprawa, którą zgłębia, ma wiele wspólnego z tą, którą zajmuje się jej mąż. Rozwiązaniem zagadek i wspólnym mianownikiem ma stać się Lola, transpłciowa kobieta...
Główni bohaterowie serii, Patrik i Erika oraz ich dzieci, to jedna z najlepszych literackich rodzin jakie poznałam. Niesamowicie ujęło mnie, że są razem przez cały czas, odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością. W czasach gdzie w literaturze „branie” ma chaos, zdrada TO naprawdę jest coś dużego. Bardzo polecam. Nie tylko miłośnikom gatunku kryminalnego, ale również obyczajowego. Wszyscy w tych historiach znajdą coś dla siebie.

Komentarze
Prześlij komentarz