Drogi czytelniku,
W dzisiejszym wpisie przybliżę Ci kolejny tytuł Lucindy Riley. Będzie to „Pokój motyli”, który światło dzienne w Polsce ujrzał dzięki Wydawnictwu Albatros. Jest dostępny w dwóch wersjach okładkowych i naprawdę trudno się zdecydować, która z nich jest ładniejsza.
W powieści poznajemy Posy Montague. Kobieta niedługo skończy siedemdziesiąt lat. Kiedy sięga w pamięcią w przeszłość, śmiało może się uśmiechnąć. Miała kochającego ojca. On bez wątpienia dał córce ogrom uczucia, które wciąż nosi w sercu. Ich ulubioną wspólną rozrywką było łapanie motyli.
Niecodzienne, prawda?
Całe swoje dotychczasowe życie mieszkała w rodzinnym domu. Jednak teraz nadszedł czas, w którym należy podjąć odpowiednie kroki, by należycie zatroszczyć się o posiadłość.
Właścicielka nie jest już najmłodsza stąd taka właśnie konieczność.
Oprócz tego kobieta usiłuje pomóc swojemu synowi z kłopotami finansowymi. Niespodzianką dla niej staje się powrót Nicka, jej pierworodnego. Jeszcze niczym Feniks z popiołów pojawia się Freddie, jej pierwsza miłość. Mężczyzna chciałby na nowo budować z Posy coś trwałego. Jednakże ona nie potrafi zaufać.
Może kiedyś...
Bardzo nostalgiczna fabuła. Przekonująca, że nie warto wydawać przedwczesnych wyroków nie znając wszystkich faktów z jakiejś sprawy. Pokazuje też, iż miłość naprawdę chodzi swoimi drogami, zna właściwy czas i sposób aby dotrzeć do ludzkich serc. Ładna, ale nie zostaje na dłużej z czytelnikiem. Przynajmniej w moim przypadku tak właśnie jest. Śmiem podejrzewać, że tu już sprawa jest przesądzona i moim numerem jeden zostanie saga Siedem Sióstr.
Komentarze
Prześlij komentarz