Kiedy zakupiłam książkę byłam pewna, że czeka mnie niezapomniana przygoda z bohaterami. Nie wiem, skąd takie myśli. Przecież nie znałam autorki, nie miałam zielonego pojęcia jak pisze. Wzięłam ją do ręki i... było różnie. Lektura „Thimes New Romans” przypadła akurat na taki czas, w którym bardzo chciałam poczytać coś lekkiego, przyjemnego, niezobowiązującego i to dostałam, jednak było tego aż za dużo. Kobiecie ciężko dogodzić, wiem.
W dzieciństwie szybko złapali wspólny język. Tworzyli wspólne historie w domku na drzewie. Byli przyjaciółmi, którzy mieli wspólne plany na przyszłość. Nic nie mogło ich poróżnić, ale... pewna tragedia sprawiła, że rozłąka stała się nieunikniona. Dziś oboje są autorami poczytnych książek. Theo pisze romanse, Ellie zaś kryminały. Kiedy zostają poproszeni o wspólne napisanie płomiennego romansu... no, cóż. Wszyscy domyślamy się jak zareagowali. Jeszcze na dodatek mają udawać zakochanych. To dla dziewczyny za wiele i wydaje się, że nic z tego nie będzie, ale Theo nie odpuszcza i finalnie spędzają ze sobą bardzo długie godziny w Bajce. Tam, obok pracy nad książką, prowadzą pełne podtekstów, wspomnień z przeszłości, rozmowy. W „Times New Romans” iskry lecą z każdej strony. Jakie niespodzianki czekają na bohaterów i czytelników?
„Times New Romans” okazała się dla mnie huśtawką. Raz w duchu piszczałam z radości bo tak świetnie mi się ją czytało. Innym razem wydawałam przeciągły jęk. Trochę rozwleczona. Spokojnie można było uciąć sto, może nawet więcej stron, zostawić to, co istotne i byłoby, moim zdaniem, lepiej. Były momenty, kiedy się wzruszyłam, zaczerwieniłam w środku. Ogólnie dobra. Nie rewelacyjna. Totalnie nieangażująca, może dla kogoś okazać się denerwująca, dla innych idealna. Co kto lubi. Warto dopasować na odpowiedni czas. Na przykład kiedy potrzebujemy oddechu, odskoczni. U mnie się to poniekąd udało i dlatego nie mogę od A do Z tylko narzekać.
Jeśli szukacie pomysłu na prezent świąteczny, a macie obok siebie książkarę, która przepada za takimi lekturami, zachęcam tym bardziej, że tytuł szybko się nie skończy, ma ponad 500 stron.
Komentarze
Prześlij komentarz