Trzecia część za mną. Nie bardzo wiem co napisać, żeby się nie powtórzyć. Jeśli nie macie zamiaru czytać całej mojej recenzji, muszę już teraz powiedzieć, że jest równie wspaniała jak jej poprzedniczki. Na tym mogłabym poprzestać, ale... Została napisana w taki sposób, iż ja ogólnie nie czytająca serii naraz bo zawsze w pewnym momencie czułam przesyt, aktualnie jestem za połową „Siostry Perły”. To coś znaczy. Bez wątpienia! W „Siostrze cienia” poznajemy Star, dziewczyna sklejona w dzieciństwie i do tej pory ze swoją siostrą Cece, wychodzi niejako na światło dzienne i stawia pierwsze samodzielne kroki. Lepiej późno niż wcale, prawda? Postanawia ona podążyć za wskazówkami ojca i „zaglądnąć” do przeszłości. Pa Salt jej kroki kieruje do antykwariatu. To tam wszystko się zaczyna. Star poznaje historię Flory MacNichol, której młodość przypadała na edwardiańskie. Wiodła całkiem zwyczajne życie a jednak w pewnym momencie przybrało ono tak nieoczekiwany obrót, że nie tylko ja byłam ...