Mrok towarzyszy człowiekowi od zawsze. Każdego dnia, gdy zachodzi słońce, świat pogrąża się w ciemności. Wtenczas obserwujemy zarysowane tylko kontury budynków. Lubimy ten czas w ciągu doby, bądź za nim nie przepadamy. Z przyjemnością zagłębiamy się w obowiązki, albo porzucamy je postanawiając, że zostaną dokończone, kiedy za oknami rozbłyśnie żółta kula mająca niezwykle dobry wpływ na nasze samopoczucie. Dodaje energii, radości, sprawia, iż chcemy żyć. To, że w ciągu doby mamy jasność i ciemność, jest zbawienne. Uzupełniające się. Sprowadzające harmonię i ład. W "Mrokach Łowisk"... nie zawsze wychodzi słońce. To znaczy nam, czytelnikom, tak właśnie się wydaje. Bohaterowie żyją pogrążeni w swoich własnych niepewnościach, lęku. Autorka stworzyła świat, który jest autentyczny a zarazem tak inny...
Maja już wie, że pragnie spleść ścieżkę swojego życia z dróżką Pawła, połączyć w jedno. Niestety nie będzie to proste z tego względu, iż ukochany zamiast spędzać czas z nią w mrocznych, przyprawiających o ciarki, Łowiskach, wciąż przebywa w szpitalu. W tym czasie sytuacja między bratem chorego - Robertem a Majką zaczyna wymykać się z wyznaczonych ram. Mężczyzna nie potrafi już dłużej ukrywać uczucia, jakim darzy kobietę brata. Maja, spragniona czułości i delikatności pozwala na kilka chwil zapomnienia. Kiedy Paweł opuszcza szpital, atmosfera w domu robi się trudna. Stan zakochania, który im towarzyszył, uległ zmianie. Zamiast pięknych motyli trzepoczących w brzuchu - kłótnie, niedomówienia, tajemnice. Jak w takim wypadku budować miłość?

"Mroki Łowisk" to książka przede wszystkim mroczna, jak sam tytuł podpowiada. Powieść obyczajowa - romans - horror. Sądzę, że te trzy słowa wspaniale oddają charakter dzieła Anny Kasiuk. Poruszająca wiele mrożących krew w żyłach aspektów, o których nigdy nie pomyślałabym, gdyby nie ten tytuł. Wciągająca, intrygująca, interesująca. Podczas lektury, w moim przypadku, nie obyło się bez zgrzytów. Nie zyskały mojej aprobaty gwałtowne, dziwne zachowania Pawła wobec Majki. Do tej pory nie rozumiem, dlaczego wybrała jego a nie Roberta, uosobienie ciepła, bezpieczeństwa. Ta postać wzbudziła we mnie taki lęk, że odkładałam powieść na kilka chwil, aby ochłonąć. To nie dla mnie. Jednak pomijając te fragmenty pozycja przypadła mi do gustu, przeczytałam ją szybko i z przyjemnością.
Polecam!
Komentarze
Prześlij komentarz