Wydawca: Nasza Księgarnia
Premiera: 23.09.2015
Stron: 480
Helena to rozkapryszona,
rozpieszczona do granic możliwości kobieta. Za nic ma reputację
swoją i najbliższych, nie cofnie się przed niczym, żyje według
własnego widzi mi się. Kiedy przyznaje przed swoją opiekunką, że
ma romans, Ludwika o mało nie pęknie ze śmiechu. Okazuje się, że
obiektem westchnień panienki Heleny jest mąż Ludwiki.
W skutek nieszczęśliwego wypadku
ginie Ludwika, nie mija wiele czasu nim do wieczności odchodzi jej
mąż pozostawiwszy tym samym córeczkę – Karolinę bez opieki i
rodziny. Ojciec Heleny bierze pod swój dach małą dziewczynkę,
którą wszyscy we dworze uczą, by była rozgarnięta i potrafiła
radzić sobie w życiu. Kiedy Karolina staje się dorosłą kobietą,
umie czytać oraz pisać, co w tamtych czasach było bardzo rzadko
spotykane. To, co jeszcze bardziej mnie zszokowało to fakt, że
Karolina poślubiła Jędrzeja z miłości. Przecież w okresie, w
jakim żyli zawsze ktoś inny decydował gdzie panna pójdzie za mąż.
Co prawda Karolina nie miała ojca lecz sądziłam, iż hrabia wskaże
odpowiedniego, według siebie, kandydata.
Państwo Florczakowie wiodą
spokojne życie. Karolina zajmuje się domem oraz pomaga na roli, a
Jędrzej z bratem Józefem dba o gospodarstwo. Gdy spada na nich
radosna nowina, że kobieta wyda na świat dziecko, są niebywale
szczęśliwi. Nie wiedzą jednak, iż lada moment ta sielanka zniknie
za sprawą problemu z potomkiem. Ich zdumienie nie ma granic, kiedy
Karolina rodzi bliźniaczki. Jędrzej marzył o synu...
Franciszka i Antonina. Ogień i
woda. Dwie iskierki nadające sens i głębsze znaczenie wszystkiemu.
W czasie, kiedy Frania jest radosną, żywiołową dziewczynką,
Antosia zachowuje się co najmniej dziwnie. Wtedy to państwo
Florczakowie zostawiają Józefa na gospodarstwie i przenoszą się
do miejscowości pod Nowym Sączem, a wszystko to dlatego, aby
uniknąć plotek, gdy w domu częstym gościem będzie doktor. Czas
mija rodzinie na codziennych czynnościach, pracy jest od groma.
Karolina uczy córki tego, co sama potrafi. Anna Szepielak świetnie
opisuje roboty kobiet przed Bożym Narodzeniem. Ile tam wtedy było
roboty! Jędrzej z parobkiem Pawłem oraz synem Michałem, poświęca
się pracy w polu. Dopóki dzieci są małe, rodzice mają mały
kłopot a kiedy duże to i problem większy. Dziewczyny dorastają a
co za tym idzie, poznają znaczenie słowa „miłość”.
Franciszka darzy uczuciem skromnego, dobrze wychowanego, zaradnego
Kazimierza. Potajemne schadzki w oborze, nieśmiałe spojrzenia,
podchody do siebie, wymykanie się Franki z domu – świetnie o tym
poczytać. Czy ich miłość będzie miała rację bytu? Antonina
niestety nie ma takiego szczęścia. Jędrzej oddaje córkę w ręce
syna doktora, który niegdyś leczył Antośkę. Ale czy nie będzie
żałował tej decyzji? Michał to jest dopiero bawidamek...
Mijają lata. Franciszce jednak dane
było na stałe związać się z Kazimierzem i urodzić mu córkę –
Basię. Antonina też niestety poślubiła Hieronima. Dlaczego
„niestety”? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam do książki. Na
tym jednak nie koniec recenzji. Strona za stroną przybliżam się do
czasów współczesnych. Teraz chwilę skupię się na Barbarze –
córce Franciszki. Kobieta ma już osiemdziesiąt trzy lata, ale
utrzymuje, że ma osiemdziesiąt i ani roku więcej. Mieszka wraz z
wnuczką Matyldą i jej dziećmi: Elwirą oraz Wojtkiem. Mąż
Matyldy – Jan – pracuje za granicą, na szczęście kobieta ma
blisko swego ojca, który zawsze służy pomocą. Teraz jeszcze
bardziej niż zwykle będzie potrzebowała wsparcia. Niespodziewanie
do Matyldy z prośbą o otoczenie opieką jej córki zwraca się
Magdalena. Jest ona prawnuczką Antoniny. Wraz z tą prośbą na
Matyldę spada jeszcze więcej obowiązków. Czy kobieta utrzyma
wszystko w ryzach i znajdzie jeszcze czas, aby szlifować talent,
który, według Magdy, ma jej córka Natalia?
Na koniec dane nam jest jeszcze
zagłębić się w dorosłe już życie Elwiry. Znamy ją już z
poprzednich powieści Anny Szepielak. Kobieta nigdy nie lubiła
szperać w przeszłości, ponieważ sądziła, iż nie ma tam nic
ciekawego. Cóż, prześledziwszy powyższy tekst myślę, że
zgodzicie się ze mną – myli się, bo na przestrzeni lat w jej
rodzinie działo się, oj działo. Zdrady, miłości, nieślubne
dzieci... Elwira złapie bakcyla i zacznie odkrywać coraz to nowe
historie dotyczące jej dziadków, pradziadków i prapradziadków.
Anna Szepielak znowu zachwyca. Mówię
Wam, jest świetnie. „Znów nadejdzie świt” to opowieść o
kilku pokoleniach rodziny, dla której bezwarunkowa miłość,
oddanie, wsparcie są ważniejsze niż cokolwiek innego. Uwielbiam,
uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam całą 480 stronicową książkę.
Skończywszy czytać historię o Karolinie i Jędrzeju a następnie o
ich córkach, pomyślałam, że pisarka mogłaby skupić się tylko
na minionych czasach, ponieważ wychodzi jej to fenomenalnie. W
powieści znalazłam cząstkę mojej rodziny. Tradycje świąteczne
mamy bardzo podobne i tak jak bohaterowie, przywiązujemy do nich
ogromną wagę. Studiując opisy dziecięcych zabaw, z przykrością
stwierdziłam, że te czasy minęły i nie powrócą. Nowe
technologie sprawiły, że zapomnieliśmy o tym, jak to świetnie
można spędzać czas na świeżym powietrzu. Kiedyś matki nie mogły
się doprosić, aby ich pociechy wróciły do domu, teraz czekają aż
łaskawie wyłączą komputer. Myślę, że nie jedna wiele by dała,
by dzieci bez końca biegały po podwórku, zamiast drugą, trzecią,
czwartą godzinę ślęczały przed monitorem. Książkę
przeczytałam z ciekawością i radością iż mogę zaznajomić się
z jej treścią. Pani Anno... według mnie to najlepsza pani powieść!
Ocena: 10/10

Komentarze
Prześlij komentarz