Piąty tom serii „Sandomierskie wzgórza”. Ostatni.
Aż trudno uwierzyć, że w ciągu roku (i to nie całego!) przeczytałam pełny cykl powieściowy. Zwykłam je bowiem rozciągać na bardzo długi czas. Tutaj jednak czerpałam tak ogromną przyjemność z lektury, że nie mogłam postąpić inaczej jak tylko poznać całość.
Najbardziej zżyłam się z Marcysią i Aliną. Właśnie tym siostrom oraz ich bliskim kibicowałam ze wszystkich sił, co nie znaczy, że resztę bohaterów omijałam jak najszybciej. Nic z tych rzeczy.
W finałowym tomie spokojne życie Aliny i Eustachego zostaje mocno naruszone. Mężczyzna zostaje napadnięty. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Dla Marcjanny los szykuje naprawdę piękne chwile, ale będzie to też okupione pewnym trudem. Czy dziewczynie uda się je pokonać?
„W sile męskiego honoru” pojawia się również interesujący wątek Weroniki i Michała. Kobieta wreszcie odnalazła w sobie moc, by zawalczyć o to, co powinno wszędzie być standardem a nie luksusem. Jej radykalne kroki to coś zupełnie nowego jak na tamte czasy. Czy wyjdzie jej to na dobre?
Nie tylko wyżej nadmienionymi wątkami przychodzi nam pożegnać się z mieszkańcami Sandomierza i okolic. Po raz kolejny przekonujemy się co tak naprawdę oznacza męski honor. Czy zawsze jest pożądany? Na uwagę zasługuje też piękna przemiana Eustachego, który od początku jawił mi się jako mężczyzna o złotym sercu. Trzeba było tylko odpowiedniej kobiety, by je pokazał. Z radością będę polecać ten cykl i niecierpliwie czekam na nowości od Pani Edyty Świętek. Będą fantastyczne, wiecie?

Komentarze
Prześlij komentarz