Tom czwarty Sagi Krynickiej. Wczoraj zakończyłam lekturę powieści „Uroki promiennych dni” i czuję smutek, ale i wdzięczność. Smutek, że to już koniec, nie spotkam przyjaciół z Krynicy. Na prawdę mocno zżyłam się z nimi. Z zapartym tchem śledziłam ich losy, a przede wszystkim Teodozji. To kobieta petarda! Wdzięczność, iż miałam przyjemność poznać te książki. Było to moje pierwsze tak długie spotkanie z twórczością Pani Edyty Świętek. Podejrzewałam kiedyś, że jak już wezmę się za czytanie jej powieści, zacznę od sagi „Spacer Aleją Róż”. Czeka już tak długo na swoją kolej... a tutaj jednak wystartowałam z Krynicy. Nie żałuję ani chwili. To była fantastyczna przygoda. Tak subtelnej, delikatnej, kobiecej serii dawno nie czytałam. Polecam! Na pełny powrót do normalności bohaterowie muszą jeszcze „chwilę” poczekać. Aurelia doczekała czasów, kiedy jej dzieci i wychowankowie zaczynają stawiać coraz śmielsze kroki w dorosłym życiu. Przychodzą też trudne momenty, w których musi ...