Z przyjemnością zabrałam się za lekturę książki „Ten, którego kochały”. Czytałam poprzednie i bardzo mi się podobały na czele z pierwszą, była cudna! Tak więc nie mogłam przegapić najnowszej. Sądziłam, że będzie kolejne „szaleństwo” i wielkie wow. Nie zawiodłam się do końca, ale też nie ma zachwytu. Jest to lekka historia powiedziałabym nawet że chwilami płytka, do połknięcia w jedno lub kilka wakacyjnych popołudni. Pod warunkiem, iż nie szukacie głębokiego przekazu! Bo tutaj próżno tego szukać. Nie przypadła mi też do gustu oś czasowa obecna w powieści. Nie mogłam sprawnie wyłapać, o której siostrze aktualnie czytam. Trzy zewnętrznie identyczne siostry: Pohebe, Eliza i Rose. W dzieciństwie nawet mama dziewczyn miała problem, by je rozróżnić. Ale lata mijały, siostry dorosły i okazuje się, że są tak różne, iż nikt nie mógłby tego podejrzewać. No bo skoro trojaczki... a jednak. Rose traci miłość i ma dosyć swojego miejsca pracy. Wraca do rodzinnego domu. Pohebe wciąż się w...