Już dawno nie miałam okazji przeczytać tak dobrej historii, w której odnalazłabym tyle natury, roślinności, a te tylko rozpalały moją wyobraźnię. Pewnie to był idealny moment właśnie na nią. Pewnie wcześniej, albo i później, odebrałabym ją już inaczej. „Wielka samotność” to opowieść naznaczona trudem, walką o dobre jutro, które nie jest oczywiste mając przy sobie zupełnie nieobliczalnego człowieka. To wszystko staje się codziennością dla Cory i Leni. Kiedy ojciec dla jednej a mąż dla drugiej, Ernst, wraca do domu po wojnie w Wietnamie szybko podejmują decyzję o zmianie miejsca zamieszkania. Alaska staje się nowym centrum ich świata. Na początku cała trójka oddycha z ulgą, bo czuje, jakby „złapała Pana Boga za nogi”. Jest cudownie. Ale niestety ten stan nie trwa wiecznie. Zła kondycja psychiczna ojca ma negatywny wpływ na najbliższych i skutecznie odbiera poczucie bezpieczeństwa. Zamiast niego do Cory i Leni z całą mocą dociera niczym niezmącony fakt, że są tutaj same. Pomimo ...