Bardzo lubię powieści, które wychodzą od Joanny Szarańskiej. Szczególną sympatią darzę serię Kraina Zeszłorocznych Choinek i Cztery płatki śniegu. „Cuda na śniegu” postanowiłam przeczytać, bo dlaczego nie, skoro poprzednie naprawdę przypadły mi do gustu. Nie żałuję, ale euforii już nie było. Niegdyś „Bajka” była magiczna. Zwłaszcza tuż przed i w czasie Bożego Narodzenia. Otulający przytulny nastrój, unosząca się w powietrzu woń goździków, zieleń choinki, którą tłumiły kolorowe lampki, prezenty... wszystko, co tylko sobie zamarzycie było właśnie tam. Ale to uległo zmianie po śmierci żony właściciela, ponieważ to ona ową magię rozniecała. Gdy lokalna gazeta miejscowości Cztery Mosty publikuje zaskakujące ogłoszenie, w Aleksandrze zaczyna burzyć się krew. Nagle „Bajka” zaczyna tętnić życiem... właściciel nie wie, co jest tego powodem. Oczywiście do czasu. Komuś ewidentnie zależy, żeby wskrzesić pensjonat... I wszystko byłoby super, gdyż historia jest ciekawa, pomysł intrygują...