Kilka lat temu przeczytałam pierwsze dwa tomy „Cyklu Żuławskiego”. Podobały mi się. Do dziś pamiętam, co czułam podczas lektur. Tym bardziej, że teraz kiedy otworzyłam trzecią część, zalały mnie te same emocje. Atmosfera tam panująca głaszcze mnie po sercu jak tylko wspomnę książki. A to że pochłonęłam „W cieniu wierzb” jest zasługą premiery czwartego tomu, który już chłonę. Ewa staje na nogi po trudnych doświadczeniach z przeszłości. Związek z Michałem skutecznie pozbawił ją poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości. Kobieta skuliła się w sobie. Teraz powoli, krok po kroku podnosi głowę. Pomagają jej w tym życzliwi ludzie na czele z Kamilem, do którego jej serce wyrywa się szczególnie. Przed dziewczyną jednak nie rozpościera się tylko prosta droga, podczas której widoki zapierają dech w piersi. Ewie przychodzi zmierzyć się z trudną prawdą o mamie. Czy kobieta naprawdę porzuciła córkę i o niej zapomniała? Nie mam zielonego pojęcia jak Pani Sylwia Kubik to zrobiła, ale s...