Robiłam co mogłam, żeby czytać po jednym rozdziale dziennie. Żeby ta przyjemność trwała długo. Nie zawsze mi się to udawało. „Stefcia i Antoni” to kontynuacja powieści pt. „Stefcia”, która światło dzienne ujrzała w minionym roku. Wszystko jednak zaczęło się od miniserialu. Można go oglądać na Instagramowym profilu Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. W książkach jest ukazane to, czego zabrakło na ekranie, ale znalazłam też sceny, które widziałam w serialu. To była fantastyczna podróż. Mam nadzieję, że doczeka się kontynuacji. Stefcia oddała już swoje serce, wydaje się, że w bardzo dobre, czułe, opiekuńcze dłonie. Perspektywa wyjścia za mąż i tym samym z cienia na salony, jest niesamowicie atrakcyjna. Aż na samą myśl zapiera dech w piersiach. Jednak w pewnym momencie ta radość zaczyna się mieszać z wątpliwościami. I to nie chodzi o te związane z miłością, ale o te, czy Stefcia stanie na wysokości zadania. Pobrać nauki to jedno, ale wytrwać w nowej rzeczywistości to drugie. Otoczenie...