Pamiętacie zeszłoroczny „szał” na tytułową słodycz? Muszę przyznać, że uległam, chociaż zapewne nie w takiej intensywności jak niektórzy. Zasmakowała mi i chciałam sprawdzić, czy i ta historia przypadnie mi do gustu. Nie była zła, ale trudno byłoby mi ją zaliczyć do grona tych najlepszych autorstwa Pani Krystyny Mirek. Poniżej napiszę dlaczego tak jest.
Mamy tutaj dwie pary. Jedną dopiero u progu być może wspólnej drogi, drugą już po rozstaniu. Hania i Radek. Od ich ostatniego spotkania upłynęło naprawdę dużo czasu. Teraz wpadają na siebie w pociągu. I choć usilnie twierdzą, że mają się świetnie, są szczęśliwi to jednak baczny obserwator bez trudu dostrzeże prawdę, od której sami zainteresowani konsekwentnie uciekają. Jest też Oliwia oraz Oskar. Wpadają na siebie w tym samym pociągu. Różni ich wiele, ale też wiele łączy, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać. Jest tutaj przede wszystkim lęk przed szczerością, która, w mniemaniu Oskara może wszystko przekreślić. Na szczęście trafił na dziewczynę twardo stąpającą po ziemi, która potrafi postawić sprawy jasno. I wbrew pozorom daleko jej do łatwej panienki z bogatego domu.
Jak potoczą się losy bohaterów? Czy czeka ich jeszcze jakaś wspólna przyszłość?
Myślę sobie, że może gdybym przeczytała tę książkę w zeszłym roku, albo tuż przed nią nie poznała genialnej historii „Pod włoskim niebem” to być może inaczej bym ją odebrała. A w tym położeniu... czuję, że szybko o niej zapomnę. Dobra i wartościowa, nie przesłodzona! tego jej absolutnie nie można odmówić. Pani Krystyna nigdy nie wypuszcza miałkich treści, ale totalnie rozmywa się w mojej głowie, ponieważ o uwagę wciąż domaga się tegoroczna letnia nowość. Polecam! Czyta się sprawnie, ale koniecznie sięgnijcie po „Pod włoskim niebem”.

Komentarze
Prześlij komentarz