Do niedawna nie miałam pojęcia, że na wyciągnięcie ręki mam taką perełkę jak słuchowisko radiowe „Matysiakowie”. Jak włączycie pierwszy odcinek, szybko przepadniecie. Gwarantuję. Mnie niesamowicie urzeka fakt, że aktorzy nie tylko ze sobą rozmawiają na tematy, którymi wówczas żyli Polacy, ale też doskonale słychać odgłosy normalnego życia, jak ktoś wchodzi do pokoju, odsuwanie krzeseł, głos z dalsza świadczący o tym, że aktor oddalił się w jakimś celu. Takie zabiegi pozwalają na swobodne wyobrażenie sobie co się dzieje w studiu nagraniowym. Niesamowita sprawa. To film, w którym żaden obraz nie jest nam narzucony. To w stu procentach zależy od nas, co zobaczymy.
Matysiakowie goszczą na antenie Polskiego radia programu pierwszego już od siedemdziesięciu lat. Nic co polskie nie było im obce. Odcinki pisane były zawsze o sprawach, którymi aktualnie żył kraj, co spowodowało, że radiowa rodzina była tak bardzo bliska Polakom. Mnóstwo z nas ma wspomnienia jak Matysiaków słuchali dziadkowie. Łączą się z tym być może też zapachy i smaki. Po prostu dzieciństwo. Zapewne nie brakuje również tych, którzy wciąż słuchają w każdą sobotę i z niecierpliwością czekają na dalsze losy.
„Po prostu się żyje...” to szansa na powrót do czasu PRL-u. To kawa plujka pita w szklance. Koniecznie tej z koszyczkiem! To kartki na żywność i inne produkty. To kolejki przed sklepami i niepewność, czy dla mnie wystarczy. To śnieżący telewizor. To niekończące się zabawy przy trzepaku pod blokiem. To maluchy coraz częściej pojawiające się na ulicach. To wszystkie ważne wydarzenia, które zapisały się w historii kraju.
Na przestrzeni lat słuchowisko odwiedziła prawdziwa aktorska śmietanka m.in. Jan Englert, Hanka Bielicka. Nie inaczej jest teraz. Wciąż można usłyszeć naprawdę cenione głosy takie jak Barbary Zielińskiej, Marii Pakulnis czy Emilii Krakowskiej.
Biorąc do ręki książkę w sumie nie wiedziałam, co spotkam w środku. Im dalej czytałam, tym większe było moje zainteresowanie, które skłoniło do pytań „A słuchałaś Matysiaków?”. Nie wiem, po co mi ta wiedza, no ale... Może w ten sposób namówię kogoś do przeczytania „Po prostu się żyje...”?
Jeśli ktoś sobie życzy takiej wycieczki, zachęcam do przeczytania. Bardzo dobry, interesujący reportaż.
Za możliwość poznania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

Komentarze
Prześlij komentarz