Jeśli macie ochotę na klimatyczną, niebanalną opowieść, nie szukajcie dalej.
W niniejszej historii podążamy dwoma „torami”. Przeszłością i teraźniejszością.
W przeszłości mamy lato roku 1862 i grupę artystów pod przewodnictwem pełnego pasji Edwarda Radcliffe'a. Planowali spędzić czas na łonie natury w celu odnalezienia licznych inspiracji do dalszych prac. Niestety, nic nie idzie według planu. Nagle jedna z uczestniczek zostaje zastrzelona, druga w tajemniczych okolicznościach znika. Gdyby tego było mało, „w powietrzu” rozpływa się również nieoceniona rodowa pamiątka.
Z kolei w teraźniejszości mamy okazję poznać Elodie Winslow, która znajduje rysunek pewnego domu i zdjęcie w kolorze sepii, na którym widnieje piękna kobieta. Bardzo zaskakujące jest to, że ten dom wydaje się Elodie bardzo znajomy. Czy już gdzieś go widziała?
W jaki sposób to wszystko połączy się w jedną całość? Przeczytajcie! Dla mnie osobiście to bardzo „nierówna” książka. Chwilami chłonęłam z ciekawością, żeby za moment zastanawiać się jak to wszystko dobrze ze sobą połączyć. Panuje tu chaos, którego, niestety, nie ogarnęłam. Dużo bardziej podeszła mi inna powieść autorki „Tajemnica domu Turnerów”. Niemniej jednak zapamiętam taki mroczny klimat, który bardzo wpasował się w mój gust. Miałam wrażenie, że jestem w wiktoriańskiej sypialni, zasłony są zasunięte. Słychać padający za oknem deszcz i ktoś opowiada mi tę historię.

Komentarze
Prześlij komentarz