Tekst powstaje we współpracy z Wydawnictwem Literackim. Serdecznie dziękuję za nadesłanie egzemplarza do recenzji.
Kiedy w zapowiedziach pojawiła się niniejsza powieść, nie ukrywam, ucieszyłam się. W ubiegłym roku miałam okazję czytać „Małą wojenną bibliotekę” tej autorki i przypadła mi ona do gustu na tyle, aby zainteresować się kolejną. Uważam, że miałam możliwość poznać naprawdę dobrą powieść.
Mamy tutaj dwie kobiety, Grace La Monte, bibliotekarkę, i Beę Gold, listonoszkę, (obie miały nadzieję, że zostaną rodziną. Bea była związana z bratem Grace...), które wbrew panującej wojennej zawierusze decydują się otworzyć klub książki. Inicjatywa szybko zaczyna cieszyć się popularnością. Okazuje się być doskonałą odskocznią od codzienności. Kobiety są odważne i nie boją się ryzykować.
Przyjdzie im za to zapłacić wysoką cenę.
Czy będą miały szczęście przejść przez tak niepewne czasy, w których przyszło im żyć?
„Wojenny klub książki” to historia, w której... książki grają bardzo istotną rolę. Autorka pokazuje, że zagłębiając się w lekturę łatwiej znieść ciężar, w tym wypadku, codzienności. I uważam, że ma stu procentową rację, choć nie zawsze zatracenie się w fikcję jest łatwe w obliczu tego, co aktualnie przeżywamy. Kate Thompson pisze tak, aby czytelnik, mimo wojennych obrazów, chłonął lekturę z przyjemnością.
Każdy rozdział rozpoczyna się kilku zdaniową wzmianką o zakazanej książce, a na końcu znajdziecie obszerną informację na czym bazowała autorka pisząc „Wojenny klub książki”.
Premiera 04.03!!!

Komentarze
Prześlij komentarz