Jest zwyczajny dzień. Laurie wraca do domu autobusem. Nagle unosi wzrok i dostrzega chłopaka. On odwzajemnia to spojrzenie. Trwa to chwilę. Pojazd rusza, a w sercu kobiety rodzi się postanowienie:
Znajdę go!
Dotychczas nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Czy los chce, żeby zmieniła w tym temacie zdanie? W poszukiwania wciąga swoją przyjaciółkę Sophie.
Rok później drogi Laurie i, jak się okazuje, Jacka przecinają się, ale ma to miejsce w najmniej sprzyjających okolicznościach. Początkowo dziewczyna w ogóle zastanawia się, czy Jack ją pamięta. Czy to nie jest tak, że ona się „wkręciła” w poszukiwania w czasie, gdy on zapomniał o tamtym przystankowym spojrzeniu. Okazuje się, że nie. Jednak ten fakt nie zmienia położenia, w którym się znajdują.
Jak z tego wybrnąć? Czy zawalczą?
Nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Była dobra. Coś z niej na pewno zapamiętam. Nie spodziewałam się, że mnie zaskoczy, a jednak tak się wydarzyło. Warto wspomnieć, że „Jeden dzień w grudniu” to debiut Josie Silver. Autorka rozciągnęła fabułę na dziewięć lat, co pozwala śledzić metamorfozę bohaterów, która na przestrzeni lat jest jak najbardziej uzasadniona i interesująca.
Jeśli szukacie spokojnej obyczajowo romantycznej historii, ta na pewno będzie dobrym wyborem.

Komentarze
Prześlij komentarz