Książki Paige Toon czytam z przyjemnością. Autorka zawsze potrafi mnie pozytywnie zaskoczyć. Ta historia rozpoczyna się jak w bajce. Niespodziewane spotkanie Asha i Ellie. Spacery po malowniczej Lizbonie. Poznawanie swoich poglądów, obserwacja tego drugiego. Mogłoby się wydawać, że stąd to tylko w jedną stronę. Do miłości. I to prosto! Bo po co komplikować. No cóż...Postanawiają spotkać się ponownie. Tym razem w Madrycie. Jednak chłopak się tam nie zjawia. Dla Ellie jest to komunikat bardzo jasny.
Nie pozostaje jej nic innego. Żyje dalej zachowując miłe wspomnienia. Zaczyna pracę na stanowisku ogrodniczki w pięknej rezydencji.
W końcu udaje jej się odetchnąć pełną piersią i poczuć się swobodnie. Niestety? wszystko do chwili, w której ponownie staje przed nią Ash...
Moi Drodzy...
Autorka jak zwykle serwuje nam pod płaszczykiem lekkiej, wręcz banalnej fabuły, istotne tematy. Przede wszystkim nie ma tutaj takiej łatwej miłości. Znacie ten schemat: ona, on, spotkanie, miłość i tyle. Nie. Tutaj jest wyboista droga do tego uczucia. Wymagająca pełnego zaangażowania. Jest też lęk przed stratą kochanej osoby i przed odrzuceniem. Jest też konfrontacja ze śmiercią bliskiej osoby.
Wszystko to składa się na dobrą lekturę, która umili styczniowe popołudnie. Jest też szansa, że zapadnie w pamięć na trochę dłużej, niż tylko do momentu odłożenia jej na półkę.

Komentarze
Prześlij komentarz